Music
Wyszłam ze szkoły i ruszyłam w kierunku domu. Już nigdy tam nie wrócę. Jak chłopak może okłamywać dziewczynę? Jak może zdradzić ją z najlepszą przyjaciółką i zapewniać, że to był przypadek?? Jak może bić swoją dziewczynę, bo powiedziała, że go nienawidzi?? Tak, to właśnie Jake. A ja jeszcze nie dawno wierzyłam w 'miłość'. Żałosne. Weszłam do domu i ujrzałam rodziców siedzących w salonie na kanapie. Coś nie grało. Powinni być w pracy. Moja młodsza siostra siedziała na schodach z twarzą ukrytą w rękach. Otarłam oczy.
-Co się stało?
Mój głos był strasznie piskliwy. To właśnie się działo dzięki 'miłości'.
-Kotku..-teraz już byłam pewna, że coś jest nie tak. Mama nigdy się tak do mnie nie odzywała- chodzi o to, że .. .
Zaczęłam się coraz bardziej denerwować.
-Mamo, mogłabyś to w końcu wydusić??
-Lizzie nie żyje.- odpowiedziała cicho Alex i wbiegła po schodach do swojego pokoju.
Zaraz zaraz. Jak to Lizzie nie żyje? Moja kochana siostrzyczka nie zyje? Niee, to nie możliwe. Przecież ona była idealna. Wszyscy ją kochali. Dobrze się uczyła, wszystkim pomagała . . Ona nie mogła tak po prostu umrzeć. A za tydzień miała skończyć 18 lat ..
-Mamo . . powiedz, że to nie prawda.-patrzyła się na mnie nie obecnym wzrokiem i kręciła głową na boki
-Tato? Ona żyje, prawda? To tylko głupia pomyłka.- łzy pociekły mi po policzkach
-Słonko, to był wypadek. Lizzie wpadła pod samochód. Przeszła na czerwonym świetle . . Pewnie się spieszyła do domu ..
-Tato, ty nie rozumiesz!! Lizzie NIGDY nie przechodzi na czerwonym świetle!! To nie mógł być wypadek!! Ona była idealna!
Wrzasnęłam i pobiegłam po schodach do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz. Musiałam jakoś to zakończyć. I nawet wiedziałam jak. Weszłam do łazienki. Wyciągnęłam opakowanie tabletke i wysypałam na dłoń. Popatrzyłam się w lustro na swoją krzywą twarz. Połknęłam tabletkę. Uśmiechnęłam się. A jeszcze nie dawno śmiałam się z samobójców. Spojrzałam na rękę. Pusto. Ani śladu tabletek. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i dopiero po chwili zorientowałam się, że połknęłam je. Zaśmiałam się z własnej głupoty. Czułam, że szumi mi w głowie. Otworzyłam szufladkę i zaczęłam wyrzucać wszystkie rzeczy, dopóki nie znalazłam srebrnej żyletki. Usiadłam pod ścianą i podwinęłam rękawy. Przycisnęłam narzędzie do skóry i szybko pociągnęłam. Zasyczałam z bólu. Krew pobrudziła mi spodnie. Całkiem ładnie to wygląda. Kolejne cięcie. I jeszcze jedno. Ręce w czerwonej mazi, policzki mokre od łez, a w głowie szum. Zabawne, jak łatwo mozna stracić wszystko.. Przypomniałam sobie dzieciństwo. Wtedy wszystko było dobrze. A teraz? Lizzie nie ma, Jake mnie zdradził i pobił. Będzie lepiej dla wszystkich, kiedy mnie nie będzie. Przed oczami zrobiła mi się mgła, kiedy usłyszałam, że ktoś się dobija do drzwi. Chciałam pójść otworzył, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie czułam rąk. Ja serio umierałam. Po chwili ujrzałam naad sobą dwie postacie. Jedna drobna ze strachem w oczach, druga wysoka, dobrze zbudowana, gdzieś dzwoniąca. Nie zdążyłam przypomnieć sobie kto to jest. Czułam, że odpływam. Ktos się nade mną pochylił i coś gadał. Oczy mi się zamykały, głowa coraz bardziej pękała, w rękach czułam coś lepkiego i mokrego, a twarz miałam zalaną łzami. Zebrałam wszystkie siły i wyszeptałam jedno słowo, którego chyba nikt nie usłyszał.
-Przepraszam . .
I zamknęłam oczy.
~~~~~~
No więc to jest na razie Prolog ; ) Pierwszy raz tak piszę, więc mam nadzieję, ze Wam się spodoba ; )

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz