wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 7

Godzina 5.43 a ja już jestem na nogach i w dodatku zaraz wyjeżdżamy. W końcu wychowawczyni po milionowym przeliczeniu uczniów pozwoliła nam wsiąść do środka.
-Emily, tutaj - obróciłam się i ujrzałam Zayn'a który czekał, aż zajmę miejsce obok niego.
Kiedy usiadłam, Jane zaproponowała, żebym była z nią i kilkoma innymi dziewczynami w pokoju. Zgodziłam się, bo chyba i tak nie miałam wyboru. Wydawała się sympatyczna, więc miałam nadzieję, że nie będzie aż tak źle. W końcu pojazd ruszył z hałasem, a ja wygrzebałam słuchawki z torby i włączyłam muzykę.

-Znowu się mnie nie chcesz słuchać?- widać, że Jake był już nieźle wkurzony
-Hmmm, no nie wiem pomyślmy. Aa no tak już wiem! Nie masz prawa mi rozkazywać, więc w każdej chwili mogę od Ciebie odejść.
-Nie masz dobrego powodu aby to zrobić. Poza tym jeśli to zrobisz nie będzie za fajnie. -wyszczerzył się co znaczyło, że mówi całkiem poważnie
-A to, że mnie zdradzasz z koleżanką?! A to, że traktujesz mnie jak zabawkę?! To Twoim zdaniem nie są dobre powody?!
Dostałam w policzek. Dwa razy. Potem popchnął mnie na ścianę tak, że uderzyłam się głową w róg szafki. 
-Jeśli to zrobisz, będziesz żałowała.
Więcej razy mu się nie sprzeciwiałam. Nikt nie wiedział jak tak naprawdę mnie traktuje. Do tej pory nie wiem, co ja mu takiego zrobiłam. Może po prostu zaczęłam się sprzeciwiać i to mu się nie spodobało. Nie chciał złej opinii. O tym wszystkim wiedziała tylko Lizzy. Codziennie mnie pocieszała i mówiła, że jutro będzie lepiej. Tylko ona mnie tak naprawdę wspierała. Rodzice nigdy się nie domyślili.

-Ej, wszystko w porządku?- otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Leżałam na kolanach Zayn'a, który intensywnie się we mnie wpatrywał.
-Tak.- Miałam mokre policzki. Dlaczego znowu płakałam? Byłam aż tak słaba?
Mulat otarł moją twarz dłonią na co się wzdrygnęłam.
-Hej, spokojnie przecież ja Ci nic nie zrobię
Uśmiechnęłam się do niego najlepiej jak umiałam. Chciałam mu wszystko powiedzieć. Tak bardzo chciałam wyrzucić to wszystko z siebie. Czemu był dla mnie taki miły? Nie mogłam pojąc, jak obca osoba może być taka opiekuńcza. Oparłam się o szybę i zastanawiając się nad tym powoli zasnęłam.

***

-Siadać! Wszyscy biorą swoje bagaże i spotykamy się w holu. Rozdam Wam kluczyki do pokoi, mam nadzieję, że się już podzieliliście. 
Głos pani Brad miała tak donośny głos, że natychmiast poderwałam się z miejsca. Wszyscy zbierali swoje rzeczy i wysiadali z autokaru. Nie było koło mnie Zayn'a więc bez zastanowienia chwyciłam torbę i ruszyłam do wyjścia. Znalazłam moją dużą zieloną walizkę i skierowałam się do miejsca o którym mówiła nauczycielka.
-Emily, jesteś wreszcie. Chodź, mamy już kluczyk.- Jade stała przed białymi drzwiami i machała do mnie
Weszłyśmy do środka. Pokój był cały biały, jak w jakimś psychiatryku. Po lewej stronie znajdowały się cztery łóżka, a pomiędzy nimi stare szafki. Z okna zlatywała farba, a zasłonka była stanowczo za wąska. W powietrzu unosił się stęchły zapach wilgoci. Podeszłam szybko do okna i z trudem je otworzyłam.
-Przynajmniej mamy łazienkę w pokoju- zauważyłam
Łazienka w porównaniu do reszty pokoju była bardzo nowoczesna. Umywalka, prysznic i toaleta były białe, a ściany wyłożone niebieskimi kafelkami. Na ścianie wisiało duże lustro.
-Nie jest tak źle, jeśli patrzeć na to w jakim stanie jest budżet szkoły.
Zapoznałam się z jesze dwiema dziewczynami zamieszkującymi ten pokój. Zoey i Alice, bliźniaczki. Były krótko ściętymi blondynkami. Cały czas trzymały się razem. Opowiedziały, że kochają modę i są modelkami, co było widać po długich nogach i ciuchach z najdroższych sklepów. Jade była ciemną brunetką z długimi i prostymi włosami.Bałam się trochę, ale miałam nadzieję, że miło spędzimy ten czas. Zaczęłyśmy się wypakowywać. Zajęłam łóżko przy oknie. Może dlatego, że już się przyzwyczaiłam. Dziewczyny nie sprzeciwiły się. Nadszedł czas na obiad. Jedyną rzeczą którą dało się przeżuć były ziemniaki. Reszta była koszmarem. Nauczyciele rozwiesili plan zajęć na wszystkie dni. Wynikało z niego, że dzisiaj mamy wolne, żebt odpocząć i zaaklimatyzować się. Wieczorem wszystkie po kolei poszłyśmy się myć. Najbardziej bałam się, że ktoś zauważy moje ręcę i uzna mnie za psychopatkę. Kiedy Alice spytała się mnie czemu śpię w bluzie odpowiedziałam, że zawsze w nocy jest mi zimno, co było częściowo prawdą.

***
 Następnego dnia mieliśmy zaplanowaną wycieczkę po okolicy. Po śniadaniu wszyscy zebraliśmy się w holu i zgraną grupą wyszliśmy. Dróżka wychodząca z ośrodka doprowadziła nas do małego miasteczka. Było tu sporo wynajmowanych domków i przyczep kempingowych. Widać było, że ludzie szybko się tu zadomawiają. Dzieciaki biegały i krzyczały po małym placu zabaw mieszczącym się niedaleko budki z goframi. Powietrze było chłodne jak na październik, więc wszyscy byli poubierani w kurtki i płaszcze. Nikt nie zwracał uwagi na widoki, potraktowali to jako zwykły spacer na którym można było pogadać i pośmiać się.
-Nad czym myślisz ?- nagle nie wiadomo skąd pojawił się obok Zayn
Wzruszyłam ramionami, bo nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
-Mogę się o coś Ciebie zapytać ?- jedno pytanie nie dawało mi spokoju od kiedy go poznałam
-Jasne.
-Gdzie jest Twój tata ? W sensie bo nigdy go nie widziałam i tak po prostu jakoś ..
-Emm .. No w sumie to on nie żyje ..
No to brawo, Emily. I co miałam teraz powiedzieć?
-Przepraszam, bo ja nie wiedziałam i ..
-W porządku, nie umiesz przecież czytać w  myślach.
Resztę drogi przeszliśmy w milczeniu. Wolałam nie zadawać pytań, bo znowu by nie było fajnie. Kiedy wróciliśmy padłam na łóżko. Nie miałam już na nic siły.
-Eeeeemily, słuchaj mam megasuper wiadomość- do pokoju wpadła uśmiechnięta Jade- dzisiaj wieczorem jest dyskoteka!
-Aaa to fajnie- tak mi się nie chciało
-Ej, ale co to za mina ? Będzie fajnie, zobaczysz.
-No tak, tylko boli mnie głowa.
-Chcesz tabletkę ?- usłyszałam tylko to słowo i zrobiło mi się czarno przed oczami. Czy to możliwwe żeby wspomnienia tak na mnie działały ?
-Nnie, dziękuję. Zaraz mi przejdzie.
Położyłam się i czekałam, aż ból chociaż trochę odpuści.

Odgłos zatrzaskiwanych drzwi. Ktoś wszedł do pokoju. 
-Zadowolona jesteś?! Myślisz, że nikt nie wie, że to wszystko tylko i wyłącznie Twoja wina ?!
-Nie wiem o co chodzi . .
-Nie udawaj. Lizzie była Twoją siostrą. I przez Ciebie zginęła. PRZEZ CIEBIE
Postać nachyliła się nade mną i krzyczała mi do ucza. Mogłam zobaczyć twarz. To był Zayn.
 -Zayn, uspokój się, nie znasz mnie, nie wiesz co się stało. 
-Ojj, grubo się mylisz. Znam Cię lepiej niż myślisz.

Usiadłam na łóżku. Czy to możliwe, że śniłam na jawie ? Trzęsły mi się ręce, a kołdra leżała na podłodze. Schyliłam się żeby ją podnieść i zauważyłam karteczkę. Z trudem ją  przeczytałam.
Lepiej niż myślisz

***
Wszystko było okej. Mimo, że nie uśmiechałam się szczerze nikt niczego nie podejrzewał. O 20, po kolacji, zeszliśmy na dół. W holu było ciemno, jedyne światło pochodziło z małych reflektorów poustawianych w kątach.   Na suficie zawieszona była stara kula dyskotekowa. Przy stoliku stało kilka uczniów i zajmowali się muzyką. Po jakimś czasie większość osób się rozkręciła i podskakiwała na środku sali do rytmu muzyki. Tylko ja stałam przy ścianie. Nauczyciele przyglądali się każdemu. Mogliby chociaż na chwilę wyjść.
-Dobrze się bawisz, skarbie ?- Jake stanął tuż przede mną tak, że mogłam patrzeć się tylko na niego.
-Mówiłam, żebyś tak mnie nie nazywał- fuknęłam
-Okej, okej, spokojnie. Mam taką małą prośbę. Mogłabyś ze mną zatańczyć ?- chyba mu się coś pomyliło. Zaczęłam się śmiać.
-Co jest w tym śmiesznego ?-widać, że nie rozumiał o co chodzi
-Bo ja nie tańczę, przykro mi.
-A to niby dlaczego ? Jeśli nie umiesz, to nie martw się, to nic trudnego, zobaczysz. - niespodziewanie pociągnął mnie za rękę na środek parkietu. Nie mogłam mu się wyrwać. Akurat teraz puścili wolny kawałek. Ugh. Fantastycznie. Powoli wokół nas tworzyły się pary. Jake wziął moje ręce i położył na jego szyi, a sam objął mnie w pasie. Próbowałam trzymać go jak najlżej, ale to zauważył. Nachylił się i szepnął mi do ucha:
Nie bój się mnie skarbie.
Pod przeciwną ścianą widziałam postać przyglądającą się nam. Wysłałam mulatowi bezradne spojrzenie, ale on szybko odwrócił wzrok. W końcu piosenka się skończyła i mogłam opuścić ręce. 
-Jesteś wspaniała.- Jake zdążył powiedzieć tylko to zanim się od niego oderwałam.
Nie chciałam, żeby to się stało.Nie chciałam się z nikim zadawać. Wróciłam do pokoju. Zerknęłam na wyświetlacz telefonu. 4 nieodebrane połączenia i jedna wiadomość. To mama próbowała się ze mną daremnie skontaktować. Prosiła, żebym do niej oddzwoniła. 
-Mamo? Dzwoniłaś ?
-Tak ..  Bo wiesz , jestem teraz w szpitalu.. - coś mnie ścisnęło w gardle- bo z babcią jest bardzo źle. Okazało się, że ma jakiegoś guza. To ile tam zostanie jest tylko kwestią czasu. I wiem, że nie masz z nią za dobrych stosunków, ale pomyślałam, że powinnaś wiedzieć.
Na chwile zapadło milczenie. Babcia ?
-Okej
-To wszystko co masz do powiedzenia ? Twoja babcia jest umierająca, a Ty mi mówisz ' okej' ?
- Mamo, a co mam więcej powiedzieć ? Ona się nigdy mną nie przejmowała. Przykro mi, ale nie mam nic innego do powiedzenia.
Rozłączyłam się. Nie chciałam słuchać o tym, jak źle z nią jest. Wiem, że zachowuję się jak egoistka, ale nic na to nie poradzę. Babcia nigdy nie przejmowała się moim zdrowiem, więc dlaczego mnie ma to interesować ? Nie chciałam być nie uprzejma, ale taka była prawda. 
-Hej, wszystko w porządku ? - nawet nie zauważyłam kiedy Jade weszła do pokoju
Kiwnęłam głową, ale chyba mi nie uwierzyła, bo mocno mnie przytuliła.
-Nie mów jak nie chcesz. Tylko nie bądź smutna i obojętnie co się stało, nie przejmuj się tym. Naprawdę nie warto.
 ***
Dwa dni później wracaliśmy tym samym zatęchłym autokarem do domu.  Bardzo się zżyłam z Jade. I mimo, że znałyśmy się kilka dni, to naprawdę się polubiłyśmy. Wreszcie poznałam moją klasę, chociaż niektórych osób naprawdę wolałabym nie znać. Wróciłam do pustego domu. Pewnie wszyscy byli w szpitalu. Chyba nawet lepiej, że jestem sama. Ciekawe, czy ktoś wie kiedy miałam wrócić. Napiłam się wody i poszłam do pokoju. Szybko wywaliłam ciuchy z walizki do kosza z brudnymi rzeczami. Jutro znowu do szkoły. Jakoś nie chciało mi się odrabiać lekcji. Byłam tak zmęczona, że szybko zasnęłam.
***


***

Długo nic nie dodawałam, bo dużo wyjeżdżałam i nie miałam za bardzo dostępu :l No ale mam nadzieję, że się spodoba i liczę na komentarze :3 
Zaynie

poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 6

*Zayn*
Do tej pory nie sądziłem, że jest aż tak źle. W sensie jeśli chodzi o Emily. Przeprowadziłem się z powrotem do Londynu żeby od tego wszystkiego uciec. No ale się nie udało. Tak bardzo chciałbym jej pomóc. Domyślam się co czuła, kiedy jej siostra odeszła. A najgorsze jest to, że byłem w to zamieszany. I czuję się odpowiedzialny za to, w jakim stanie jest teraz Emily. Ona się chciała zabić. Nie mogę w to uwierzyć. Podejrzewam, że miało miejsce jeszcze jakieś inne wydarzenie. Tak czy siak muszę ją chronić. Po prostu mam taką wewnętrzną potrzebę. I nie dopuszczę, żeby ktokolwiek ją zranił.

Wyszedłem przed dom i rozejrzałem się. Nikogo w pobliżu. Świetnie. Nagle zza rogu wyłonił się chłopak w kapturze.
-Po co mnie tu ściągąłeś ? - Jego głos był ostry
-Zastanowiłem się. I postanowiłem, że kończę z tym wszystkim.
-Haha, śmieszne. No dobra, ale tak na serio. Dobrze wiesz, że nie możesz tego zrobić. Kto już zacznie nie może przestać, Bardzo mi przykro, ale musiałbym Cię zabić. No bo wiesz, Ty masz wszystkie informacje. Nie mógłbym pozwolić na to,żebyś komuś to wypaplał.
-Daj spokój, dobrze wiesz, że bym tego nie zrobił. Po prostu nie chcę się w to już bawić i tyle.
-Zayn do jasnej cholery, naprawdę nic nie rozumiesz ? Nie możesz skończyć z tym. Nie da się, bardzo mi przykro.
-To przynajmniej chcę się ograniczyć. Nie bedę już tego roznosić. Co najwyżej mogę być informatorem.
-Zgoda, ale pamiętaj, że jeśli nawalisz to zapłaci za to Twoja ukochana siostrzyczka.
Westchnąłem i wróciłem do domu. Nie dam jej zrobic krzywdy. 

*Emily*
Projekt zrobiony, dostaliśmy z Zayn'em 5.  Niedługo wycieczka klasowa. No i niestety trzeba na nią jechać. Trochę się boję. Nie jestem w klasie na tyle długo, żeby czuć się swobodnie. W sumie to jestem tutaj dopiero niecały miesiąc. Prawie nikogo nie znam. Rozmawiam tylko z kilkoma osobami. Jedną z nich jest dziewczyna o imieniu Jade. Mam wrażenie, że ona też mnie lubi. Jest straszną gadułą. Może rozmawiać o wszystkim. Dosłownie. Przynajmniej ja nie muszę za dużo mówić. Do tej pory nikomu nie opowiadałam o swojej rodzinie. Nie wiem, czy komuś opowiem. To jest chyba dla mnie za trudne.

Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Byłam strasznie zmęczona. Nie tylko przez te sny, ale nauczycielka wf-u zapisała mnie na popołudniowe treningi. No więc teraz codziennie po lekcjach biegam sobie na boisku szkolnym. Nogi mi odpadały.
-Emily, masz pożyczyć trochę kasy ? - Alex weszła do mojego pokoju i stanęła nade mną.
-Uhh, na co ci ?
-No wiesz, niedługo mamy imprezę w szkole i chciałam jakoś dobrze wyglądać.- zdziwiło mnie to trochę, bo Alex zazwyczaj nie chodziła na imprezy. Po prostu twierdziła, że to marnowanie czasu.
- No dobra, wyciągnij ze słoika.
Siostra podeszła do mojego biurka i ze szklanego słoika wyciągnęła pieniądze. Zmarszczyłam brwi patrząc ile ona tego bierze. Na zwykłe ubranie ?
-Dzięki- uśmiechnęła się i szybko wyszła z pokoju.
Opadłam z powrotem na poduszki i westchnęłam. Ona miała dopiero 15 lat. Prawdę mówiąc, nie wiem jak przeżyła śmierć Lizzy. Nie było mnie wtedy przy niej i byłam na siebie za to strasznie zła. Skoro została mi jedna siostra, to powinnam o nią dbać. Nagle coś zabrzęczało. Wyciągnęłam telefon z kieszeni. Otworzyłam wiadomość, którą dostałam od nieznanego numeru.
Pilnuj jej.
Jeny, znowu pomyłka. Ja nie wiem . Jakoś się za bardzo tym nie przejmowałam.

*Następny dzień*
 Wstałam, ubrałam się i poszłam do szkoły. W połowie drogi usłyszałam głosy.
Jakis blondyn rozmawiał z dziewczyną ze szkoły. Na moje nieszczęście była to Jade.
- I jak tam w szkole ? Nie za nudno ?
-Daj spokój Jake, nie potrzebuję Twojego zainteresowania.
-A może chciałbyś coś na ożywienie ?
-Słucham ? Jake, Ty nadal się w to bawisz ? 
-Oj skarbie, zapomnijmy o przeszłości. To co? Bierzesz czy nie?
-A daj mi spokój. - Jade odwróciła się i ruszyła do szkoły.
Wolałam nie spotkać znowu Jake'a , więc zrobiłam to samo.

Biegałam na szkolnej murawie. Zostałam tylko ja, bo nauczycielka kazała mi więcej ćwiczyć w ramach przygotowania do jakichś tam zawodów. Zwolniłam i podeszłam do ławki. Napiłam się wody i zrobiłam kilka skłonów. Powinnam jeszcze tu zostać 10 minut. Kij z tym. I tak mnie nikt nie pilnuje. Przebrałam się w szatnmi i kiedy wyszłam ktoś mnie złapał za rękę. 
-Hej ślicznotko, znowu się spotykamy- Jake
-Przepraszam, ale muszę już iść. - spróbowałam go wyminąć, ale nic z tego
-Ej, spokojnie ja nie gryzę. -wyszczerzył zęby
-No okej, tylko ja się serio spieszę- coraz bardziej mi się to nie podobało
-Wypuszczę Cię jak coś dla mnie zrobisz.
-Daj jej spokój.- usłyszałam Jego głos i od razu poczułam się pewniej
-Ooo no proszę, znowu się widzimy? Chyba już coś Ci powiedziałem? Nie wtrącaj się - głos Jake'a zmienił się na groźniejszy
-Ja też coś powiedziałem, zostaw ją.
-No dobra, luz. Tylko pamiętaj jak się umawialiśmy.- wyminął nas i poszedł swoją drogą
-Wszystko okej?- Zayn miał głos, jakby się czegoś przestarszył
-Tak, właśnie wracałam do domu.
-No to pójdę z Tobą.

-Skąd znasz Jake'a ? - to pytanie męczyło mnie od początku drogi
-Chodziliśmy razem do gimnazjum.
Zapadła cisza, miałam nadzieję, że powie coś więcej, ale on milczał. Doszliśmy do moejgo domu.
-Uważaj na siebie- uśmiechnął się i zniknął w swoim domu.
Chwilę stałam jeszcze na schodkach, ale potem zrobiłam dokładnie to samo.

*Zayn*
I co miałem jej powiedzieć? Ugh, Jake'a zaczynał mnie denerwować.Nie chciałem jej okłamywać, ale musiałem. Ze względu na jej bezpieczeństwo. Miałem ochotę jej powiedzieć wszytko. Ale nie mogłem. To zupełnie niesprawiedliwe. Muszę okłamywać osobę na której mi zależy, żeby utrzymać ją przy życiu. Tak naprawdę wgl jej nie znałem. Więc dlaczego ją chroniłem ? Może dlatego, że jej współczułem? Czyli robiłem to z litości ? Nieee. Tak czy siak dla niej i tak jestem tylko znajomym.
-Zayn! 
Oderwałem się od swoich myśli i zobaczyłem przed sobą Katie. 
-Hmm ?
-Mama się pyta, czy jesteś spakowany.
-Spakowany?
-Człowieku, jutro jedziesz na pięciodniową wycieczkę! - moja piętnastoletnia siostra sie roześmiała
-Aaa. No, tak.- szczerze mówiąc to nie. Zapomniałem o tym.
Wszedłem  do swojego pokoju i wyciągnąłem dużą torbę. Spakowałem kilka koszulek, piżamę, bluzy, spodnie, bieliznę i przybory toaletowe. Mama mi zawsze mówiła, że biorę więcej rzeczy niż niejedna dziewczyna. Nic na to nie poradzę, że dbam o swój wygląd? To źle? Usiadłem na łóżku i spojrzałem w drugie okno. Emily też się pakowała. A może ona czuła się nieswojo kiedy ja tak obserwowałem? Ja chciałem tylko, żeby była bezpieczna. No i poza tym to jest naprawdę ładna. Zayn, idioto, ty mi się nie zakochuj. Zakochiwałem się wiele razy. Ale to nie tak, że miałem mnóstwo dziewczyn. Tak naprawdę miałem tylko jedną. I powiem szczerze, że nie było to coś wspaniałego. Nie wiem, może to nie była taka prawdziwa miłość. Ale wszystko opisują to uczucie jako niesamowite. Mówią, że nie da się żyć bez tej osoby. Lucy mnie zostawiła. No dokładniej to ja ją zostawiłem, ale miałem swój powód. Ona chciała mnie wykorzystać. Pochwalić się koleżankom, że ma fajnego chłopaka. Byłem w niej zauroczony. Nie chciałem dziewczyny. Nie było jeszcze takiej, bez której nie mógłbym żyć. Może to i lepiej.

Obudziłem się około 4 nad ranem. Odwróciłem głowę w stronę domu sąsiadki. Dziewczyna siedziała na łóżku i płakała. Nie pierwszy raz. Bardzo często się budziła w nocy, a razem z nią i ja. Nie wiem dlaczego, ale tak jest lepiej. Bardzo chciałem ja teraz przytulić. Chciałem, żeby zapomniała o przeszłości. Ale wiedziałem, że to niemożliwe, po tym co przeszła. Zresztą jej ręce zawsze jej o tym przypominały. Kiedy zobaczyłem jej rany zabolało mnie serce. Żeby taka piękna dziewczyna się okaleczała musiało wydarzyć się coś naprawdę strasznego. Przyglądałem się jej. Jej długie ciemne włosy zakrywały jej twarz. Po chwili położyła się i naciągnęła na siebie kołdrę. Chyba zasnęła. Teraz ja też mogę.


*****
6 ^3^
Zaynie

poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 5

Niedziela. Obudziłam się około 10. Wcześnie jak na mnie. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Moja siostra.
-Jeszcze śpisz ? Radziłabym ci się pospieszyć,bo wiesz, za jakieś 30 minut jedziemy do babci .- Wyszła
Cooo? Nie miałam ochoty nigdzie jechać. Tylko szkoda,że nie miałam żadnego wyboru. Ugh. Wygramoliłam się z łóżka i ubrałam się. Związałam włosy i zeszłam na dół.
-Ooo jednak wstałaś.- Alex jadła musli i przyglądała mi się badawczo.
Wystawiłam jej język i postawiłam wodę na herbatę. Kiedy się zagotowała zalałam torebkę herbaty i wzięłam kubek w dłonie. Usiadłam przy stole. Dzisiaj wieczorem powinnam się trochę pouczyć. Od kiedy pamiętam zawsze zależało mi na ocenach. Chociaż i tak nie wiem na co mi się to przyda. No może chciałam mieć dobrą pracę, ale nawet nie wiedziałam kim chciałam zostać.
- Ubierajcie się, czekam w samochodzie. - tato wyszedł z domu.
Pobiegłam jeszcze do pokoju po telefon, słuchawki i byłam gotowa.
Droga się strasznie dłużyła, może dlatego, że jechaliśmy 3 h. Mijaliśmy stare budynki, opuszczone i zaniedbane. Nie było tu prawie wgl ludzi. Może kilka rodzin. Co się stało z resztą? Może była jakaś epidemia? Albo coś straszyło? Chciałam się spytać rodziców, ale oni zawzięcie o czymś dyskutowali. Nie chciałam im przerywać. Wsłuchałam się w piosenkę. Po chwili zauważyłam tabliczkę Manchester. Babcia mieszkała tu od zawsze. A przynajmniej od kiedy pamiętałam. Rzadko ją odwiedzaliśmy, bo New York a Manchester to zupełnie co innego. Babcia była bardzo wymagająca. Zawsze musiałyśmy mieć dobre wyniki w nauce, nie mogłyśmy pyskować i zawsze słuchać się starszych. Pewnie dlatego nie była zadowolona kiedy dowiedziała się o mojej 'przygodzie'. Nie rozmawiałam z nią o tym. Ale znając ją, dzisiaj będę miała ten zaszczyt. Dlatego nie cieszyłam się, że tu jedziemy.
-No w końcu. - Alex wyszła z samochodu i pobiegła do babci.
Dom był duży i ładny. Ale bardziej zaniedbany niż kiedyś. Dopóki dziadek nie wyjechał do LA, babcia dbała o wszystko. W ogródku było pełno kwiatów, a trawnik zawsze równo przystrzyżony. Teraz było wszystko na odwrót. Myślę, że babcia po prostu się załamała, tylko nie chciała tego pokazać. Została sama. No może nie całkiem. Miała jeszcze czworonożnego labradora. Nazywał się Micky i był cały czarny. Można powiedzieć, że najbardziej cieszyłam się, że go widzę. Jak zwykle wybiegł mi na powitanie. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam go.
-Emily, mogłabyś mi pomóc ?- mama wskazywała na torby z przeróżnymi rzeczami. Podejrzewam, że większość to jedzenie. Naprawdę nie rozumiem rodziców.Przecież babcia jest dorosła i potrafi sobie sama poradzić ?
Dźwignęłam 2 torby i weszłam do domu. Słyszałam jak wszyscy się witają. Cicho podeszłam do dużej kuchni i zostawiłam rzeczy na stole.
Stanęłam w progu i przyglądałam się jak starsza pani wyściskuje każdego z kolei.  Odwróciła się i mnie zobaczyła. Zdziwiła się. Zapewne nie chciała,żebym tu była.
-Emily. Wyrosłaś.- taaa, dziwne. powinnam zawsze mieć 1,5 m.
Nie odezwałam się, więc podeszła i lekko mnie przytuliła. Wszyscy zauważyli, że jest napięta atmosfera,więc zabraliśmy się do przygotowywania obiadu, Po 20 minutach zasiedliśmy do stołu. Rozmawialiśmy o błahostkach. O tym, że Alex kończy gimnazjum i ma mnóstwo nauki. Albo o tym, że zepsuł nam się odkurzacz i trzeba kupić nowy.
-A Emily, jak tam u Ciebie ?
Nie spodziewałam się tego pytania. Sądziłam, że już o mnie zapomniała.
-Emm.. w porządku
- A jak tam Twój stan psychiczny ? - Ziemniak prawie utknął mi w gardle. Serio nie mogła wymyślić czegoś innego ? Czułam, że wszyscy się we mnie wpatrują.
- W porządku. - odburknęłam
-No bo wiesz, po tym, co słyszałam to jakoś nie byłam przekonana, że wszystko jest w porządku. - nie wiem, czego ta kobieta ode mnie chce, ale mnie wkurzała.
-Minęły już 2 miesiące.
-I uważasz, że to wystarczająco czasu, żeby powrócić do 'normalności' ? -teraz to mnie wkurzyła. Nie wiem co sobie myślała, ale to ja wiedziałam jak jest, nie ona.
-To jest moja sprawa i nie powinnaś się wtrącać. Nie jesteś mną,więc nie wiesz jak było.
-No okej,ale to nie zmienia faktu, że chciałaś się zabić. - przesadziła. Zapadła cisza. Gwałtownie wstałam od stołu. Niech sobie mówi co chce, mam ja gdzieś.
-A gdzie ty idziesz? - serio myślała, że potym co mi zarzuciła, teraz będę siedzieć uśmiechnięta jak gdyby nigdy nic? No to się myliła.
Wybiegłam z domu.
-Micky.
Wzięłam psa i wyszłam na pole. Nie rozumiem, co ludzie mają do mojego życia? Tak trudno zrozumieć, że to ja nim kieruję? Zaczynało mnie to irytować.  Miałam ochotę się na czymś wyżyć.
-Może lepiej nie ?
Co? Odwróciłam się i ujrzałam osobę, której najmniej się spodziewałam. Jak gdyby nigdy nic 2 m ode mnie stał sobie Zayn Malik.
-Co ty tu robisz?
Podszedł do mnie. Nie wiem jakim cudem, ale wiedział co się przed chwilą wydarzyło. Położył mi ręce na ramiona.
-Naprawdę to jest teraz dla Ciebie najważniejsze ?
Pokręciłam przecząco głową.
-No właśnie.
Obróciłam się i ruszyłam przed siebie w nadziei, ze się zorientuje i pójdzie za mną. Domyślił się. Spacerowaliśmy jakiś czas i rozmawialiśmy. O wszystkim. Ten chłopak sprawiał, że miałam ochotę się śmiać. Był jak dobry przyjaciel którego nigdy nie miałam. Micky też z tego korzystał. Biegał i szczekał wesoło, ciesząc się, że jest tu z nami. Zanim się zorientowaliśmy była godzina 16.
-Zayn, nie chce tego, ale muszę już iść, bo wiesz, zanim dojedziemy i wgl. A jutro szkoła.- uśmiech zniknął z jego twarzy. Wiedziałam, że nie chciał, żebym szła.
-No trudno. To do jutra w szkole.
Przytaknęłam mu i pobiegłam do samochodu. W połowie drogi obejrzałam się za siebie. Nie było go.
-Tak, pamiętamy, na pewno nie długo przyjedziemy znowu. - rodzice jak zwykle mili. Bez sensu.
Pożegnałam się z Micky'im i weszłam do auta. Po chwili dołączyła do mnie reszta rodziny.
-Wiesz, że to nie było odpowiednie zachowanie?- tata odezwał się do mnie.
-A co miałam zrobić?- popatrzył na mnie wzrokiem, z którego wyczytałam, ze nie zna odpowiedzi na to pytanie. Założyłam słuchawki i kilka minut później zasnęłam.


Stałam pośrodku kuchni. Dookoła były porozrzucane krzesła i rozbite naczynie. Widać było, że stało się coś strasznego. Zza rogu wyszła moja babcia.
-Co tu się dzieje?
-Oni wiedzą, Emily. Nie da się już nic zrobić. Dowiedzieli się, a teraz Cię szukają. Już nikt z naszej rodziny nie jest bezpieczny. Przez Ciebie. Mogliśmy się domyślić i nie pozwolić Ci widywać tego chłopaka. Same są z Tobą problemy, wiesz ? Jesteś nam niepotrzebna. Jesteś nikim.
Słowa, które wypowiedziała zabolały. Zbliżyła się do mnie.Miała czerwone od wściekłości tęczówki.
-Jesteś nikim.
Miała coś w ręce. . nie byłam pewna co to jest . Nóż? Pistolet ? Cokolwiek, ale nie miała pokojowych zamiarów. Zanim zdążyłam podjąć jakąkolwiek decyzję znalazłam się w swoim pokoju. Ciężko dyszałam. Znowu głupi sen? 4.58 Ugh, zrypane życie.


***
Wgl nie miałam siły, żeby coś napisać, a i tak widzę, że nikt nie wchodzi. Jakoś mnie to nie motywuje :l
Zaynie



poniedziałek, 6 maja 2013

Pierwszy komentarz !

      

                
                                                                                                                                     Juslie





                                                                                                                                  

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 4

 Biegłam środkiem ulicy. Była noc. Uciekałam przed kimś. Słyszałam Jego oddech. Coraz bardziej się męczyłam. Nagle upadłam. Rozdrapałam sobie kolano, ale szybko się podniosłam i biegłam dalej. Czułam smak krwi w ustach. Coraz wolniej biegłam, traciłam siły, a mój prześladowca doskonale o tym wiedział. W końcu dogonił mnie i popchnął na ziemię. Nic nie widziałam. Usłyszałam dźwięk odblokowanego pistoletu. Pochylił się nade mną i wyszeptał :
-Mam Cię
Zdjął kaptur i wtedy mogłam zobaczyć Jego twarz. Serce mi zamarła, bo wydawało mi się, że skądś Jego znam. Chciałam uciec i tym samym uderzyłam się mocno w głowę. Zaczęłam krzyczeć.

Otworzyłam oczy. Leżałam na podłodze w mokrej od potu koszuli. Powoli usiadłam i pomasowałam tył głowy. Tylko koszmar. Najwidoczniej spadłam z łóżka i walnęłam głową w biurko. Gardło mnie bolało, pewnie dlatego, że krzyczałam. Tylko jakim cudem nikt tego nie słyszał? Mój zegar wskazywał godzinę 4.58. Na pewno będę wyspana. Wstałam z podłogi. Nagle serce przestało mi bić. Obok szafy ktoś stał . . Czarna postać w kapturze . . Jak ze snu . . Zaczęłam machać rękami w poszukiwaniu włącznika. Kiedy ogarnęło mnie światło , zmrużyłam oczy i spojrzałam w to samo miejsce, co przed chwilą. Pusto. Musiało mi się przewidzieć . Wstałam i wzięłam szybki prysznic w łazience znajdującej się w moim pokoju. Kiedy wróciłam już ubrana usiadłam do lekcji. Otworzyłam zeszyt do polskiego i zaczęłam robić zadanie. Jednak coś nadal nie dawało mi spokoju. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nie myliłam się. Z domu na przeciwko wpatrywała się we mnie para ciemnobrązowych oczu. Ugh. Jeżeli tak ma wyglądać każdy mój dzień, nie sądzę, że będę zadowolona. Ponownie utkwiłam spojrzenie w książce. Kątem oka zauważyłam coś. Szybko się obróciłam i podeszłam do łóżka. Na poduszce leżała kartka. Zwykła, biała kartka. Problem w tymże przed chwilą jej nie było. Wzięłam ją w dłonie. Odwróciłam ją i zamarłam. Widniały tam cztery słowa napisane czarnym flamastrem.
Uwierz w swoje sny.
Ktoś sobie ze mnie stroi żarty. Tylko, że to nie było wcale zabawne. Zgniotłam papier i wyrzuciłam do kosza. Zrezygnowana wzięłam torbę z książkami i zeszłam na dół na śniadanie.

Lekcje wlokły się, a ja robiłam wszystko byleby tylko nie myśleć o dzisiejszych wydarzeniach.
 A może miały one coś wspólnego z Malikiem?
-Parker? mogłabyś pójść na dyżurkę po kredę?
-Jasne.
Wyszłam zza drzwi i ruszyłam długim korytarzem?
-Zostaw ją w spokoju, jasne? Nic Cie nie zrobiła, a dopóki niczego się nie dowie, nie jest groźna.
-Malik, dobrze wiesz czym się zajmujemy i jakie jest nasze zadanie. Lepiej jej pilnuj bo jest coraz bardziej ciekawska i kiedyś będzie się chciała dowiedzieć.
-Wyluzuj, wiem co robię.
W tym momencie przeszłam koło nich, więc umilkli. Czułam tylko jak chłopak w kapturze intensywnie się we mnie wpatruje. Popatrzyłam na niego. Przypomniał mi kogoś.
**
Rzuciłam torbę na schody i zajrzałam do lodówki. Po chwili zamknęłam ją z powrotem.
-Idziesz dzisiaj do Zayna ?
-Emmm . Chyba tak.
Dopiero teraz mama mi przypomniała, że spotkam się z tym chłopakiem. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam na to najmniejszej ochoty. Miałam wrażenie, że nie jest on tylko zwykłym chłopakiem. Westchnęłam i wyszłam z domu. Zapukałam do drzwi najciszej jak umiałam, modląc się w duchu, żeby nie usłyszał. Drzwi otworzyły się gwałtownie przez co prawie wpadłam do środka. Zayn. Nie odezwał się, tylko wpuścił mnie do środka. Udaliśmy się do jego pokoju, gdzie usiadłam na łóżku. Chłopak wyciągnął potrzebne materiały i ułożył je pomiędzy nami. Zapadła niezręczna cisza.
-Emily, ja chciałem Cię przeprosić, nie powinienem wtrącać się w nie swoje sprawy.
-Nic się nie stało, przepraszam, że uciekłam nic nie mówiąc.
-To co? Robimy ten projekt ?
Kiwnęłam głową zadowolona, że nie pytał o nic więcej.

Kilka godzin później wróciłam do domu. Weszłam do pokoju i usiadłam przy oknie. Założyłam słuchawki i puściłam muzykę.Powinnam odrabiać lekcje, ale po co. Wsłuchiwałam się w słowa, kiedy w kieszeni zawibrował mi telefon. Odblokowałam i przyłożyłam do ucha.
-Halo?
-Widzę, że Ci się nudzi. Ubierz się i chodź ze mną. - od razu rozpoznałam głos mulata.
-Ale gdzie?
-Zobaczysz.
Rozłączył się. Stał przy oknie patrząc na mnie z uśmiechem. Zeszłam na dół, wzięłam kurtkę i otworzyłam drzwi na zewnątrz. Natychmiast poczułam zimny wiatr na mojej twarzy.
-To jak, idziemy ?
Dopiero teraz zauważyłam idealnego Zayna stojącego tuż koło mnie. Czy ja powiedziałam idealnego? Dobra, nie ważne. Tak czy siak z chłopakami skończyłam już dawno.
-Tak.
Ruszyliśmy pustym chodnikiem, co było dziwne jak na Londyn.Przyglądałam się dokładnie wszystkim sklepom, muzeom i kawiarenkom. W końcu będę tu mieszkać prawdopodobnie do końca życia, więc przydałoby się znać okolicę. Nagle zauważyłam, że idę sama. Odwróciłam się. Zayn stał jakieś 10 m ode mnie.
-Nie idziemy dalej ?
-Jesteśmy na miejscu.
Popatrzyłam w stronę, w którą wskazywał chłopak. Nie mogłam uwierzyć. Przed nami rozciągał się niesamowity widok. Zachodzące słońce odbijało się w Tamizie dzięki czemu woda była we wszystkich kolorach tęczy. Niebo było nieco pochmurne, ale przy tej żółtej kuli nie sprawiało to żadnego problemu. Na drugim brzegu można było zobaczyć ogromne London Eye i mnóstwo wieżowców.
-Kiedyś się tam wybierzemy. - odezwał się mulat.
Uśmiechnęłam się do siebie. Tyle by mi wystarczyło do szczęścia. Dobry przyjaciel, wspaniałe miasto i wspierająca rodzina. Niby tak, jest, ale jednak nie do końca. Czułam, że coś jest nie tak. I  wiedziałam, że niedługo coś się wydarzy.



****
Czekałam, na jakiś komentarz dlatego tak długo . Starałam się napisać jakiś dłuższy, ale wyszło jak wyszło . W sumie to i tak chyba piszę tylko dla siebie.


środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 3

Zapukałam cicho do drzwi wejściowych. A może nie mówił tego na poważnie? Właśnie miałam wrócić do domu, kiedy drzwi się otworzyły.
-Przepraszam, ale zdrzemnąłem się.- miał lekko zachrypnięty głos i pogniecioną koszulkę.
-Nic się nie stało.
Wpuścił mnie do środka i wziął ode mnie kurtkę. Rozejrzałam się dookoła. Ściany były pomalowane na beżowo, a meble były nowoczesne.
-Lepiej chyba żebyśmy poszli do mojego pokoju.
Zaprowadził mnie po schodach na górę i pokazał swój kącik. Był to niebieski pokój z takim samym oknem jak moje znajdującym się dokładnie naprzeciw mojego. Na biurku były równo poukładane zeszyty i książki, a łóżko zostało idealnie pościelone. Nie wyglądało to na pokój 19- latka. Chłopak chyba zauwarzył moje zdziwinie, bo uśmiechnął się.
-Pójdę zrobić gorącą czekoladę. Rozgość się.
Podeszłam do okna i wzięłam z parapetu zdjęcie. Widniał na nim Zayn z rodzicami i Katie. Wspaniała rodzina. Oczy mnie zapiekły na myśl o Lizzie. Tak bardzo chciałam, żeby wróciły dawne czasy. Tak bardzo chciałam, żeby mieć szczęśliwą rodzinę.
-Coś się stało?
Podskoczyłam na dźwięk jego głosu. Pokręciłam przecząco głową. Wzruszył ramionami i podał mi kubek z ciepłym napojem. Podziękowałam i usiadłam na łóżku. Rozmawialiśmy o projekcie dobre 40 minut. Ustaliliśmy, że będę do niego przychodzić we wtorki i piątki. Zrobiło się strasznie gorąco, więc podwinęłam rękawy bluzy. Zayn zerwał się na nogi. Na jego twarzy malowało się przerażenie.
-Emily . . co . . co to jest . ?
Dopiero teraz zorientowałam się, że przygląda się moim rękom. Przełknęłam ślinę i szybko zasunęłam rękawy.
- to .. nic. bo . . yy. był.. taki jedne kot . . i on . . yy . . tak.
Wiedziałam, że mi nie uwierzył, ale co miałam powiedzieć? Gdyby dowiedział się prawdy, na pewno uznałby mnie za wariatkę.
-Emily . .
-Wiesz Zayn, ja chyba już pójdę, bo ten . . lekcje i w ogóle . .
Szybko zeszłam na dół, wzięłam kurtkę i wróciłam do domu.
-Skarbie, obiad czeka na stole. - odezwała się mama, kiedy byłam w kuchni
-Nie mamo, nie jestem głodna.
-Coś się dzieje?
-Nie, po prostu jestem zmęczona.
Jak dobrze, że moja mama nie wiedziała, że uśmiecham się sztucznie.
Weszłam do pokoju i oparłam się o drzwi. Dlaczego od miesiąca muszę wszystkich okłamywać?? Ugh. No tak, sama jestem sobie winna. Podeszłam do okna i usiadłam obok. Jak dobrze, że mieszkamy w okolicy, gdzie nie ma ludzi. Wróciłam myślami do wydarzeń sprzed 4 tygodni.

Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Byłam w białym pomieszczeniu, a obok mnie kręciła się babka w białym fartuchu. Pielęgniarka? Tak, pielęgniarka. Więc to był szpital. Ale jak ja się tu znalazłam? Spojrzałam na zabandażowane ręce i kroplówkę wbitą w dłoń. A no tak. Próbowałam się zabić. Kurde, a jednak przeżyłam. Nagle do sali wbiegła moja mama zalana łzami.
-Emily, córciu ja myślałam, że Cię straciłam. Bardzo się o Ciebie martwiliśmy. Nawet nie wiesz, jak się denerwowaliśmy. Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Obiecaj mi, że nigdy już tego nie zrobisz. Powiedz, że . .
-Mamo, spokojnie. Żyję. Trochę  kręci mi się w głowie i pieką mnie ręce, ale jest okej jak na kogoś kto próbował się zabić. Obiecuję.- uśmiechnęłam się sztucznie
-To dobrze. Za 2 tygodnie wyjdziesz i wszystko będzie dobrze. Przeprowadzamy się do Londynu. Tam jest deszczowo, ale łatwo znaleźć pracę no i kupiliśmy już domek.
-Przepraszam, ale córka potrzebuje teraz odpoczynku, proszę przyjść jutro.- pielęgniarka dała o sobie znać
-Dobrze. Skarbie, trzymaj się. Pamiętaj, że Cię kocham. Wszystko się ułoży.
-Pa mamo. Też Cię kocham.
Wszystko się ułoży. Już nigdy nie będzie jak teraz. 

Wszystko się ułoży. Pamiętałam to wydarzenie jakby to było wczoraj. Od tamtej pory nikt o tym nie rozmawiał. Oczywiście tata i Alex mówili, że jest im przykro, że mnie kochają itd. Mama nie spuszcza mnie z oka, a Alex pomaga jak może. Jestem im wdzięczna, ale już nigdy nie będzie normalnie. Nie da się wymazać wspomnień. Obiecałam sobie wtedy, że nikomu o tym nie powiem i miałam zamiar tego się trzymać. Dobrze, że przeprowadziliśmy się tutaj, bo jest zazwyczaj chłodno, więc mogę nosić takie ubranie, żeby zakryło moje okropne ręce. Oparłam głowę o szybę i spojrzałam na drugi budynek. Zayn siedział tak jak ja, tylko w drugą stronę. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, ale ja odwróciłam wzrok. Czułam się źle z tym, że tak go traktuję. Nie zasługiwał na to, pomimo wczorajszej nocy. Wstałam. Mama nie chciała mi kupić rolet, bo stwierdziła, że to dodatkowy koszt, a nikogo w pobliżu nie ma, więc to nie stanowi żadnego problemu. Ugh. Weszłam pod kołdrę i po 5 sekundach już spałam.


*******
.Tak. ;3
                                                                                                                                          Zaynie

środa, 27 marca 2013

Rozdział 2

Obudził mnie dźwięk przychodzącego sms-a. Zerknęłam na wyświetlacz. Była 3.08. Komu sie zachciało do mnie pisać? Otworzyłam wiadomość i przeczytałam zawartość.
Jeśli nie chcesz skończyć jak Twoja siostra, lepiej sie w nic nie wtrącaj.
Mój iPhone upadł na kołdrę. Serce mi stanęło. Skąd ktoś ma mój numer? I o co z tym chodzi? I kto to w ogóle napisał? No kurde, no. Wstałam i podeszłam do okna. Na zewnątrz było ciemno, tylko jedna lampa słabo się świeciła. Nikogo nie było w pobliżu . . Zaraz . . A jednak. Obok słupa informacyjnego ktoś stał. A nawet dwóch ktosiów. Jednego z nim rozpoznałam. To był Zayn. Przeszły mnie ciarki. Co on robi o tej porze ? Drugą osobą był jakiś gostek w kapturze. Kłócili się. Ubrałam ciemne jeansy i czarną bluzę. Schowałam telefon do kieszeni i zeszłam po schodach. Szłam po omacku aż dotarłam do drzwi. Cicho je uchyliłam i wyszłam w ciemną noc. Uderzył mnie podmuch lodowatego wiatru. Od razu pożałowałam, że mam pod spodem tylko piżamę. Założyłam kaptur i przylgnęłam się do ściany.
-Naprawdę nic do Ciebie nie dociera ?! Jeśli ona o czymkolwiek się dowie, będzie musiała zginąć, jak jej siostra.
Zamarłam. Lizzy? Na jej wspomnienie łzy naszły mi do oczu.
-Ona taka nie jest. Nic nie zauważy. Nie możemy po prostu o niej zapomnieć?
-Nie, Zayn. Zaczęliśmy z jej rodziną, więc musimy skończyć. To, że się zakochałeś to już nie moja sprawa.
-Nie zakochałem się idioto! Po prostu napewne dużo przeszła i ..
-Skąd nagle u Ciebie taka troska, co? A pamiętasz Lucy? Myślała, że moze Ci zaufać, a ty ją tak po prostu ..
-Dość! To juz przeszłość. Zadzwoniłem po Ciebie tylko z tego względu, że coś poszło nie tak. Ktoś podpalił domek Dana, a jego utopił w rzece. Był naszym najlepszym informatorem. Nie wiem na czym stoimy.
-No to nieźle. Zapewne znowu coś spieprzyłeś. Jak ja mogłem Cię w ogóle wpuścić do nas?? Pamiętaj, że Katie Cię potrzebuje, więc się do jasnej cholery postaraj.
Właśnie w tej chwili ten typek uderzył Zayna. 
-Wyluzuj, przecież Cię nie zawiodę.
-No nie wiem, straciłem całą rodzinę, nie mam komu ufać. Dopilnuj by towar dotarł na miejsce.
Odszedł szybkim krokiem. Został mój sąsiad. Chciałam już wrócić do domu, ale coś mi kazało zostać. Przypatrywałam się mu. Wtedy mnie zauważył i zbliżył się wolnym krokiem.
-Co do . . Emily? Nie powinno Cię tu być, co ty tu robisz? Wracaj do domu ale już!
-Ale..Co on . . i dlaczego . .- Miałam w głowie mnóstwo pytań, ale nie mogłam nic wydusić. Poczułam słony płyn na policzkach
-Emily, zapomnij wszystko co widziałaś albo słyszałaś. Inaczej będziesz miała kłopoty. Wracaj do domu.
Nie poznawałam go. Może na początku mi się tylko wydawało, że jest miły.
- Dlaczego on mówił o Lizzy? Moja siostra? On ma z tym jakiś związek? Dlaczego nie śpisz??
-Uspokój się.
-Zayn co tu się do cholery dzieje?!
Nie chciałam się wydrzeć na cały Londyn. Chciałam tylko wiedzieć o co w tym chodzi. Chłopak się chyba wkurzył bo przycisnął mnie do muru i zatkał dłonią usta.
-Ostrzegam Cię. Nie wpieprzaj się w nie swoje sprawy. To nie Twój interes.- wysyczał i popchnął mnie w kierunku drzwi
Odwróciłam się, chciałam coś powiedzieć ale on był już przy swoim domu. Załamana wróciłam do swojego.
***
 -Emily, wstawaj!
Otworzyłam oczy i ujrzałam mamę w drzwiach. Była nieźle zdenerwowana.
-Jest 7.30, a budziłam Cię od 6. Cokolwiek robiłaś w nocy powinnaś liczyć się z konsekwencjami.
Przełknęłam ślinę na wspomnienie wydarzeń z nocy. Może to był tylko sen?
-Za 10 minut widzę Cię na dole.
Mruknęłam coś w odpowiedzi i wylazłam z łóżka. Ubrałam fioletową bluzę i niebieskie rurki. Związałam włosy i zbiegłam na dół. Wzięłam kanapki ze stołu, spakowałam torbę i wyszłam żegnając się z mamą.
Do klasy weszłam równo z dzwonkiem. Już się ucieszyłam, ale po chwili zauważyłam brązowe oczy wpatrujące się we mnie. Nie wiem jak on to robi, ale wydawał się zupełnie inny, niż w nocy. Nagle przypomniałam sobie jego zachowanie po tym jak rozmawiał z tym dziwnym gościem. Usiadłam do ławki. Nauczycielka właśnie weszła do klasy i coś gadała, a ja zastanawiałam się jak wygląda Zayn bez koszulki. Whoa, Emily nie zapędzaj się. Przecież nie wiadomo jaki on jest naprawdę, Poza tym, nawet jeśli jest ładny to zapewne jest takiem samym dupkiem co Jake. 
- I ostatnia grupa: Malik i Parker. Będziecie we dwójkę, bo więcej osób nie ma.
Nie wiem o co chodziło tej kobiecie, ale miałam coś zrobić z Zaynem. Ugh. On mnie chyba prześladuje. Rozejrzałam się po sali. Fuck. Projekt w grupach.
-Emily, chyba mnie nie słuchałaś, robimy projekt. Zajmie on nam miesiąc. Teraz musisz się przesiąść do Twojego kolegi i omówić szczegóły.
-Dobrze pani White.- Uśmiechnęłam się do niej
Obróciłam się. Ten mój 'współpracownik' nadal się we mnie wpatrywał. Westchnęłam i usiadłam obok niego. Poczułam zapach papierosów i męskich perfum. Chciałam coś powiedzieć, ale spojrzałam w jego oczy i nie mogłam oderwać wzroku. 
-Coś nie tak?
Tym razem mówił spokojnie, tak jak przy naszym pierwszym spotkaniu. Spuściłam głowę i zarumieniłam się. Byłam na niego zła. Bardzo zła. Nic mi nie wytłumaczył i na dodatek tak mnie potraktował.
-Posłuchaj . . - Zaczął coś mówić, ale dzwonek mu przerwał- przyjdź do mnie dzisiaj po lekcjach, to pogadamy o projekcie.- chyba zobaczył moją minę, bo dodał- nie przyjmuję odmowy. 
Uśmiechnął się i wyszedł z sali.



***
A więc jest 2. Długo nie dodawałam, bo nie miałam czasu jakoś ani ochoty ;/ Jak zwykle komentarze liczą się najbardziej, nie wiem czy kto to wgl czyta ; <
                                                                                                                                Zaynie