-Mam Cię
Zdjął kaptur i wtedy mogłam zobaczyć Jego twarz. Serce mi zamarła, bo wydawało mi się, że skądś Jego znam. Chciałam uciec i tym samym uderzyłam się mocno w głowę. Zaczęłam krzyczeć.
Otworzyłam oczy. Leżałam na podłodze w mokrej od potu koszuli. Powoli usiadłam i pomasowałam tył głowy. Tylko koszmar. Najwidoczniej spadłam z łóżka i walnęłam głową w biurko. Gardło mnie bolało, pewnie dlatego, że krzyczałam. Tylko jakim cudem nikt tego nie słyszał? Mój zegar wskazywał godzinę 4.58. Na pewno będę wyspana. Wstałam z podłogi. Nagle serce przestało mi bić. Obok szafy ktoś stał . . Czarna postać w kapturze . . Jak ze snu . . Zaczęłam machać rękami w poszukiwaniu włącznika. Kiedy ogarnęło mnie światło , zmrużyłam oczy i spojrzałam w to samo miejsce, co przed chwilą. Pusto. Musiało mi się przewidzieć . Wstałam i wzięłam szybki prysznic w łazience znajdującej się w moim pokoju. Kiedy wróciłam już ubrana usiadłam do lekcji. Otworzyłam zeszyt do polskiego i zaczęłam robić zadanie. Jednak coś nadal nie dawało mi spokoju. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nie myliłam się. Z domu na przeciwko wpatrywała się we mnie para ciemnobrązowych oczu. Ugh. Jeżeli tak ma wyglądać każdy mój dzień, nie sądzę, że będę zadowolona. Ponownie utkwiłam spojrzenie w książce. Kątem oka zauważyłam coś. Szybko się obróciłam i podeszłam do łóżka. Na poduszce leżała kartka. Zwykła, biała kartka. Problem w tymże przed chwilą jej nie było. Wzięłam ją w dłonie. Odwróciłam ją i zamarłam. Widniały tam cztery słowa napisane czarnym flamastrem.
Uwierz w swoje sny.
Ktoś sobie ze mnie stroi żarty. Tylko, że to nie było wcale zabawne. Zgniotłam papier i wyrzuciłam do kosza. Zrezygnowana wzięłam torbę z książkami i zeszłam na dół na śniadanie.
Lekcje wlokły się, a ja robiłam wszystko byleby tylko nie myśleć o dzisiejszych wydarzeniach.
A może miały one coś wspólnego z Malikiem?
-Parker? mogłabyś pójść na dyżurkę po kredę?
-Jasne.
Wyszłam zza drzwi i ruszyłam długim korytarzem?
-Zostaw ją w spokoju, jasne? Nic Cie nie zrobiła, a dopóki niczego się nie dowie, nie jest groźna.
-Malik, dobrze wiesz czym się zajmujemy i jakie jest nasze zadanie. Lepiej jej pilnuj bo jest coraz bardziej ciekawska i kiedyś będzie się chciała dowiedzieć.
-Wyluzuj, wiem co robię.
W tym momencie przeszłam koło nich, więc umilkli. Czułam tylko jak chłopak w kapturze intensywnie się we mnie wpatruje. Popatrzyłam na niego. Przypomniał mi kogoś.
**
Rzuciłam torbę na schody i zajrzałam do lodówki. Po chwili zamknęłam ją z powrotem.
-Idziesz dzisiaj do Zayna ?
-Emmm . Chyba tak.
Dopiero teraz mama mi przypomniała, że spotkam się z tym chłopakiem. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam na to najmniejszej ochoty. Miałam wrażenie, że nie jest on tylko zwykłym chłopakiem. Westchnęłam i wyszłam z domu. Zapukałam do drzwi najciszej jak umiałam, modląc się w duchu, żeby nie usłyszał. Drzwi otworzyły się gwałtownie przez co prawie wpadłam do środka. Zayn. Nie odezwał się, tylko wpuścił mnie do środka. Udaliśmy się do jego pokoju, gdzie usiadłam na łóżku. Chłopak wyciągnął potrzebne materiały i ułożył je pomiędzy nami. Zapadła niezręczna cisza.
-Emily, ja chciałem Cię przeprosić, nie powinienem wtrącać się w nie swoje sprawy.
-Nic się nie stało, przepraszam, że uciekłam nic nie mówiąc.
-To co? Robimy ten projekt ?
Kiwnęłam głową zadowolona, że nie pytał o nic więcej.
Kilka godzin później wróciłam do domu. Weszłam do pokoju i usiadłam przy oknie. Założyłam słuchawki i puściłam muzykę.Powinnam odrabiać lekcje, ale po co. Wsłuchiwałam się w słowa, kiedy w kieszeni zawibrował mi telefon. Odblokowałam i przyłożyłam do ucha.
-Halo?
-Widzę, że Ci się nudzi. Ubierz się i chodź ze mną. - od razu rozpoznałam głos mulata.
-Ale gdzie?
-Zobaczysz.
Rozłączył się. Stał przy oknie patrząc na mnie z uśmiechem. Zeszłam na dół, wzięłam kurtkę i otworzyłam drzwi na zewnątrz. Natychmiast poczułam zimny wiatr na mojej twarzy.
-To jak, idziemy ?
Dopiero teraz zauważyłam idealnego Zayna stojącego tuż koło mnie. Czy ja powiedziałam idealnego? Dobra, nie ważne. Tak czy siak z chłopakami skończyłam już dawno.
-Tak.
Ruszyliśmy pustym chodnikiem, co było dziwne jak na Londyn.Przyglądałam się dokładnie wszystkim sklepom, muzeom i kawiarenkom. W końcu będę tu mieszkać prawdopodobnie do końca życia, więc przydałoby się znać okolicę. Nagle zauważyłam, że idę sama. Odwróciłam się. Zayn stał jakieś 10 m ode mnie.
-Nie idziemy dalej ?
-Jesteśmy na miejscu.
Popatrzyłam w stronę, w którą wskazywał chłopak. Nie mogłam uwierzyć. Przed nami rozciągał się niesamowity widok. Zachodzące słońce odbijało się w Tamizie dzięki czemu woda była we wszystkich kolorach tęczy. Niebo było nieco pochmurne, ale przy tej żółtej kuli nie sprawiało to żadnego problemu. Na drugim brzegu można było zobaczyć ogromne London Eye i mnóstwo wieżowców.
-Kiedyś się tam wybierzemy. - odezwał się mulat.
Uśmiechnęłam się do siebie. Tyle by mi wystarczyło do szczęścia. Dobry przyjaciel, wspaniałe miasto i wspierająca rodzina. Niby tak, jest, ale jednak nie do końca. Czułam, że coś jest nie tak. I wiedziałam, że niedługo coś się wydarzy.
****
Czekałam, na jakiś komentarz dlatego tak długo . Starałam się napisać jakiś dłuższy, ale wyszło jak wyszło . W sumie to i tak chyba piszę tylko dla siebie.
-Parker? mogłabyś pójść na dyżurkę po kredę?
-Jasne.
Wyszłam zza drzwi i ruszyłam długim korytarzem?
-Zostaw ją w spokoju, jasne? Nic Cie nie zrobiła, a dopóki niczego się nie dowie, nie jest groźna.
-Malik, dobrze wiesz czym się zajmujemy i jakie jest nasze zadanie. Lepiej jej pilnuj bo jest coraz bardziej ciekawska i kiedyś będzie się chciała dowiedzieć.
-Wyluzuj, wiem co robię.
W tym momencie przeszłam koło nich, więc umilkli. Czułam tylko jak chłopak w kapturze intensywnie się we mnie wpatruje. Popatrzyłam na niego. Przypomniał mi kogoś.
**
Rzuciłam torbę na schody i zajrzałam do lodówki. Po chwili zamknęłam ją z powrotem.
-Idziesz dzisiaj do Zayna ?
-Emmm . Chyba tak.
Dopiero teraz mama mi przypomniała, że spotkam się z tym chłopakiem. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam na to najmniejszej ochoty. Miałam wrażenie, że nie jest on tylko zwykłym chłopakiem. Westchnęłam i wyszłam z domu. Zapukałam do drzwi najciszej jak umiałam, modląc się w duchu, żeby nie usłyszał. Drzwi otworzyły się gwałtownie przez co prawie wpadłam do środka. Zayn. Nie odezwał się, tylko wpuścił mnie do środka. Udaliśmy się do jego pokoju, gdzie usiadłam na łóżku. Chłopak wyciągnął potrzebne materiały i ułożył je pomiędzy nami. Zapadła niezręczna cisza.
-Emily, ja chciałem Cię przeprosić, nie powinienem wtrącać się w nie swoje sprawy.
-Nic się nie stało, przepraszam, że uciekłam nic nie mówiąc.
-To co? Robimy ten projekt ?
Kiwnęłam głową zadowolona, że nie pytał o nic więcej.
Kilka godzin później wróciłam do domu. Weszłam do pokoju i usiadłam przy oknie. Założyłam słuchawki i puściłam muzykę.Powinnam odrabiać lekcje, ale po co. Wsłuchiwałam się w słowa, kiedy w kieszeni zawibrował mi telefon. Odblokowałam i przyłożyłam do ucha.
-Halo?
-Widzę, że Ci się nudzi. Ubierz się i chodź ze mną. - od razu rozpoznałam głos mulata.
-Ale gdzie?
-Zobaczysz.
Rozłączył się. Stał przy oknie patrząc na mnie z uśmiechem. Zeszłam na dół, wzięłam kurtkę i otworzyłam drzwi na zewnątrz. Natychmiast poczułam zimny wiatr na mojej twarzy.
-To jak, idziemy ?
Dopiero teraz zauważyłam idealnego Zayna stojącego tuż koło mnie. Czy ja powiedziałam idealnego? Dobra, nie ważne. Tak czy siak z chłopakami skończyłam już dawno.
-Tak.
Ruszyliśmy pustym chodnikiem, co było dziwne jak na Londyn.Przyglądałam się dokładnie wszystkim sklepom, muzeom i kawiarenkom. W końcu będę tu mieszkać prawdopodobnie do końca życia, więc przydałoby się znać okolicę. Nagle zauważyłam, że idę sama. Odwróciłam się. Zayn stał jakieś 10 m ode mnie.
-Nie idziemy dalej ?
-Jesteśmy na miejscu.
Popatrzyłam w stronę, w którą wskazywał chłopak. Nie mogłam uwierzyć. Przed nami rozciągał się niesamowity widok. Zachodzące słońce odbijało się w Tamizie dzięki czemu woda była we wszystkich kolorach tęczy. Niebo było nieco pochmurne, ale przy tej żółtej kuli nie sprawiało to żadnego problemu. Na drugim brzegu można było zobaczyć ogromne London Eye i mnóstwo wieżowców.
-Kiedyś się tam wybierzemy. - odezwał się mulat.
Uśmiechnęłam się do siebie. Tyle by mi wystarczyło do szczęścia. Dobry przyjaciel, wspaniałe miasto i wspierająca rodzina. Niby tak, jest, ale jednak nie do końca. Czułam, że coś jest nie tak. I wiedziałam, że niedługo coś się wydarzy.
****
Czekałam, na jakiś komentarz dlatego tak długo . Starałam się napisać jakiś dłuższy, ale wyszło jak wyszło . W sumie to i tak chyba piszę tylko dla siebie.

Bardzo mi się podoba. Jestem ciekawa co się wydarzy. Czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń