poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 5

Niedziela. Obudziłam się około 10. Wcześnie jak na mnie. Nagle usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Moja siostra.
-Jeszcze śpisz ? Radziłabym ci się pospieszyć,bo wiesz, za jakieś 30 minut jedziemy do babci .- Wyszła
Cooo? Nie miałam ochoty nigdzie jechać. Tylko szkoda,że nie miałam żadnego wyboru. Ugh. Wygramoliłam się z łóżka i ubrałam się. Związałam włosy i zeszłam na dół.
-Ooo jednak wstałaś.- Alex jadła musli i przyglądała mi się badawczo.
Wystawiłam jej język i postawiłam wodę na herbatę. Kiedy się zagotowała zalałam torebkę herbaty i wzięłam kubek w dłonie. Usiadłam przy stole. Dzisiaj wieczorem powinnam się trochę pouczyć. Od kiedy pamiętam zawsze zależało mi na ocenach. Chociaż i tak nie wiem na co mi się to przyda. No może chciałam mieć dobrą pracę, ale nawet nie wiedziałam kim chciałam zostać.
- Ubierajcie się, czekam w samochodzie. - tato wyszedł z domu.
Pobiegłam jeszcze do pokoju po telefon, słuchawki i byłam gotowa.
Droga się strasznie dłużyła, może dlatego, że jechaliśmy 3 h. Mijaliśmy stare budynki, opuszczone i zaniedbane. Nie było tu prawie wgl ludzi. Może kilka rodzin. Co się stało z resztą? Może była jakaś epidemia? Albo coś straszyło? Chciałam się spytać rodziców, ale oni zawzięcie o czymś dyskutowali. Nie chciałam im przerywać. Wsłuchałam się w piosenkę. Po chwili zauważyłam tabliczkę Manchester. Babcia mieszkała tu od zawsze. A przynajmniej od kiedy pamiętałam. Rzadko ją odwiedzaliśmy, bo New York a Manchester to zupełnie co innego. Babcia była bardzo wymagająca. Zawsze musiałyśmy mieć dobre wyniki w nauce, nie mogłyśmy pyskować i zawsze słuchać się starszych. Pewnie dlatego nie była zadowolona kiedy dowiedziała się o mojej 'przygodzie'. Nie rozmawiałam z nią o tym. Ale znając ją, dzisiaj będę miała ten zaszczyt. Dlatego nie cieszyłam się, że tu jedziemy.
-No w końcu. - Alex wyszła z samochodu i pobiegła do babci.
Dom był duży i ładny. Ale bardziej zaniedbany niż kiedyś. Dopóki dziadek nie wyjechał do LA, babcia dbała o wszystko. W ogródku było pełno kwiatów, a trawnik zawsze równo przystrzyżony. Teraz było wszystko na odwrót. Myślę, że babcia po prostu się załamała, tylko nie chciała tego pokazać. Została sama. No może nie całkiem. Miała jeszcze czworonożnego labradora. Nazywał się Micky i był cały czarny. Można powiedzieć, że najbardziej cieszyłam się, że go widzę. Jak zwykle wybiegł mi na powitanie. Uśmiechnęłam się i pogłaskałam go.
-Emily, mogłabyś mi pomóc ?- mama wskazywała na torby z przeróżnymi rzeczami. Podejrzewam, że większość to jedzenie. Naprawdę nie rozumiem rodziców.Przecież babcia jest dorosła i potrafi sobie sama poradzić ?
Dźwignęłam 2 torby i weszłam do domu. Słyszałam jak wszyscy się witają. Cicho podeszłam do dużej kuchni i zostawiłam rzeczy na stole.
Stanęłam w progu i przyglądałam się jak starsza pani wyściskuje każdego z kolei.  Odwróciła się i mnie zobaczyła. Zdziwiła się. Zapewne nie chciała,żebym tu była.
-Emily. Wyrosłaś.- taaa, dziwne. powinnam zawsze mieć 1,5 m.
Nie odezwałam się, więc podeszła i lekko mnie przytuliła. Wszyscy zauważyli, że jest napięta atmosfera,więc zabraliśmy się do przygotowywania obiadu, Po 20 minutach zasiedliśmy do stołu. Rozmawialiśmy o błahostkach. O tym, że Alex kończy gimnazjum i ma mnóstwo nauki. Albo o tym, że zepsuł nam się odkurzacz i trzeba kupić nowy.
-A Emily, jak tam u Ciebie ?
Nie spodziewałam się tego pytania. Sądziłam, że już o mnie zapomniała.
-Emm.. w porządku
- A jak tam Twój stan psychiczny ? - Ziemniak prawie utknął mi w gardle. Serio nie mogła wymyślić czegoś innego ? Czułam, że wszyscy się we mnie wpatrują.
- W porządku. - odburknęłam
-No bo wiesz, po tym, co słyszałam to jakoś nie byłam przekonana, że wszystko jest w porządku. - nie wiem, czego ta kobieta ode mnie chce, ale mnie wkurzała.
-Minęły już 2 miesiące.
-I uważasz, że to wystarczająco czasu, żeby powrócić do 'normalności' ? -teraz to mnie wkurzyła. Nie wiem co sobie myślała, ale to ja wiedziałam jak jest, nie ona.
-To jest moja sprawa i nie powinnaś się wtrącać. Nie jesteś mną,więc nie wiesz jak było.
-No okej,ale to nie zmienia faktu, że chciałaś się zabić. - przesadziła. Zapadła cisza. Gwałtownie wstałam od stołu. Niech sobie mówi co chce, mam ja gdzieś.
-A gdzie ty idziesz? - serio myślała, że potym co mi zarzuciła, teraz będę siedzieć uśmiechnięta jak gdyby nigdy nic? No to się myliła.
Wybiegłam z domu.
-Micky.
Wzięłam psa i wyszłam na pole. Nie rozumiem, co ludzie mają do mojego życia? Tak trudno zrozumieć, że to ja nim kieruję? Zaczynało mnie to irytować.  Miałam ochotę się na czymś wyżyć.
-Może lepiej nie ?
Co? Odwróciłam się i ujrzałam osobę, której najmniej się spodziewałam. Jak gdyby nigdy nic 2 m ode mnie stał sobie Zayn Malik.
-Co ty tu robisz?
Podszedł do mnie. Nie wiem jakim cudem, ale wiedział co się przed chwilą wydarzyło. Położył mi ręce na ramiona.
-Naprawdę to jest teraz dla Ciebie najważniejsze ?
Pokręciłam przecząco głową.
-No właśnie.
Obróciłam się i ruszyłam przed siebie w nadziei, ze się zorientuje i pójdzie za mną. Domyślił się. Spacerowaliśmy jakiś czas i rozmawialiśmy. O wszystkim. Ten chłopak sprawiał, że miałam ochotę się śmiać. Był jak dobry przyjaciel którego nigdy nie miałam. Micky też z tego korzystał. Biegał i szczekał wesoło, ciesząc się, że jest tu z nami. Zanim się zorientowaliśmy była godzina 16.
-Zayn, nie chce tego, ale muszę już iść, bo wiesz, zanim dojedziemy i wgl. A jutro szkoła.- uśmiech zniknął z jego twarzy. Wiedziałam, że nie chciał, żebym szła.
-No trudno. To do jutra w szkole.
Przytaknęłam mu i pobiegłam do samochodu. W połowie drogi obejrzałam się za siebie. Nie było go.
-Tak, pamiętamy, na pewno nie długo przyjedziemy znowu. - rodzice jak zwykle mili. Bez sensu.
Pożegnałam się z Micky'im i weszłam do auta. Po chwili dołączyła do mnie reszta rodziny.
-Wiesz, że to nie było odpowiednie zachowanie?- tata odezwał się do mnie.
-A co miałam zrobić?- popatrzył na mnie wzrokiem, z którego wyczytałam, ze nie zna odpowiedzi na to pytanie. Założyłam słuchawki i kilka minut później zasnęłam.


Stałam pośrodku kuchni. Dookoła były porozrzucane krzesła i rozbite naczynie. Widać było, że stało się coś strasznego. Zza rogu wyszła moja babcia.
-Co tu się dzieje?
-Oni wiedzą, Emily. Nie da się już nic zrobić. Dowiedzieli się, a teraz Cię szukają. Już nikt z naszej rodziny nie jest bezpieczny. Przez Ciebie. Mogliśmy się domyślić i nie pozwolić Ci widywać tego chłopaka. Same są z Tobą problemy, wiesz ? Jesteś nam niepotrzebna. Jesteś nikim.
Słowa, które wypowiedziała zabolały. Zbliżyła się do mnie.Miała czerwone od wściekłości tęczówki.
-Jesteś nikim.
Miała coś w ręce. . nie byłam pewna co to jest . Nóż? Pistolet ? Cokolwiek, ale nie miała pokojowych zamiarów. Zanim zdążyłam podjąć jakąkolwiek decyzję znalazłam się w swoim pokoju. Ciężko dyszałam. Znowu głupi sen? 4.58 Ugh, zrypane życie.


***
Wgl nie miałam siły, żeby coś napisać, a i tak widzę, że nikt nie wchodzi. Jakoś mnie to nie motywuje :l
Zaynie



poniedziałek, 6 maja 2013

Pierwszy komentarz !

      

                
                                                                                                                                     Juslie





                                                                                                                                  

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 4

 Biegłam środkiem ulicy. Była noc. Uciekałam przed kimś. Słyszałam Jego oddech. Coraz bardziej się męczyłam. Nagle upadłam. Rozdrapałam sobie kolano, ale szybko się podniosłam i biegłam dalej. Czułam smak krwi w ustach. Coraz wolniej biegłam, traciłam siły, a mój prześladowca doskonale o tym wiedział. W końcu dogonił mnie i popchnął na ziemię. Nic nie widziałam. Usłyszałam dźwięk odblokowanego pistoletu. Pochylił się nade mną i wyszeptał :
-Mam Cię
Zdjął kaptur i wtedy mogłam zobaczyć Jego twarz. Serce mi zamarła, bo wydawało mi się, że skądś Jego znam. Chciałam uciec i tym samym uderzyłam się mocno w głowę. Zaczęłam krzyczeć.

Otworzyłam oczy. Leżałam na podłodze w mokrej od potu koszuli. Powoli usiadłam i pomasowałam tył głowy. Tylko koszmar. Najwidoczniej spadłam z łóżka i walnęłam głową w biurko. Gardło mnie bolało, pewnie dlatego, że krzyczałam. Tylko jakim cudem nikt tego nie słyszał? Mój zegar wskazywał godzinę 4.58. Na pewno będę wyspana. Wstałam z podłogi. Nagle serce przestało mi bić. Obok szafy ktoś stał . . Czarna postać w kapturze . . Jak ze snu . . Zaczęłam machać rękami w poszukiwaniu włącznika. Kiedy ogarnęło mnie światło , zmrużyłam oczy i spojrzałam w to samo miejsce, co przed chwilą. Pusto. Musiało mi się przewidzieć . Wstałam i wzięłam szybki prysznic w łazience znajdującej się w moim pokoju. Kiedy wróciłam już ubrana usiadłam do lekcji. Otworzyłam zeszyt do polskiego i zaczęłam robić zadanie. Jednak coś nadal nie dawało mi spokoju. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nie myliłam się. Z domu na przeciwko wpatrywała się we mnie para ciemnobrązowych oczu. Ugh. Jeżeli tak ma wyglądać każdy mój dzień, nie sądzę, że będę zadowolona. Ponownie utkwiłam spojrzenie w książce. Kątem oka zauważyłam coś. Szybko się obróciłam i podeszłam do łóżka. Na poduszce leżała kartka. Zwykła, biała kartka. Problem w tymże przed chwilą jej nie było. Wzięłam ją w dłonie. Odwróciłam ją i zamarłam. Widniały tam cztery słowa napisane czarnym flamastrem.
Uwierz w swoje sny.
Ktoś sobie ze mnie stroi żarty. Tylko, że to nie było wcale zabawne. Zgniotłam papier i wyrzuciłam do kosza. Zrezygnowana wzięłam torbę z książkami i zeszłam na dół na śniadanie.

Lekcje wlokły się, a ja robiłam wszystko byleby tylko nie myśleć o dzisiejszych wydarzeniach.
 A może miały one coś wspólnego z Malikiem?
-Parker? mogłabyś pójść na dyżurkę po kredę?
-Jasne.
Wyszłam zza drzwi i ruszyłam długim korytarzem?
-Zostaw ją w spokoju, jasne? Nic Cie nie zrobiła, a dopóki niczego się nie dowie, nie jest groźna.
-Malik, dobrze wiesz czym się zajmujemy i jakie jest nasze zadanie. Lepiej jej pilnuj bo jest coraz bardziej ciekawska i kiedyś będzie się chciała dowiedzieć.
-Wyluzuj, wiem co robię.
W tym momencie przeszłam koło nich, więc umilkli. Czułam tylko jak chłopak w kapturze intensywnie się we mnie wpatruje. Popatrzyłam na niego. Przypomniał mi kogoś.
**
Rzuciłam torbę na schody i zajrzałam do lodówki. Po chwili zamknęłam ją z powrotem.
-Idziesz dzisiaj do Zayna ?
-Emmm . Chyba tak.
Dopiero teraz mama mi przypomniała, że spotkam się z tym chłopakiem. Nie wiem dlaczego, ale nie miałam na to najmniejszej ochoty. Miałam wrażenie, że nie jest on tylko zwykłym chłopakiem. Westchnęłam i wyszłam z domu. Zapukałam do drzwi najciszej jak umiałam, modląc się w duchu, żeby nie usłyszał. Drzwi otworzyły się gwałtownie przez co prawie wpadłam do środka. Zayn. Nie odezwał się, tylko wpuścił mnie do środka. Udaliśmy się do jego pokoju, gdzie usiadłam na łóżku. Chłopak wyciągnął potrzebne materiały i ułożył je pomiędzy nami. Zapadła niezręczna cisza.
-Emily, ja chciałem Cię przeprosić, nie powinienem wtrącać się w nie swoje sprawy.
-Nic się nie stało, przepraszam, że uciekłam nic nie mówiąc.
-To co? Robimy ten projekt ?
Kiwnęłam głową zadowolona, że nie pytał o nic więcej.

Kilka godzin później wróciłam do domu. Weszłam do pokoju i usiadłam przy oknie. Założyłam słuchawki i puściłam muzykę.Powinnam odrabiać lekcje, ale po co. Wsłuchiwałam się w słowa, kiedy w kieszeni zawibrował mi telefon. Odblokowałam i przyłożyłam do ucha.
-Halo?
-Widzę, że Ci się nudzi. Ubierz się i chodź ze mną. - od razu rozpoznałam głos mulata.
-Ale gdzie?
-Zobaczysz.
Rozłączył się. Stał przy oknie patrząc na mnie z uśmiechem. Zeszłam na dół, wzięłam kurtkę i otworzyłam drzwi na zewnątrz. Natychmiast poczułam zimny wiatr na mojej twarzy.
-To jak, idziemy ?
Dopiero teraz zauważyłam idealnego Zayna stojącego tuż koło mnie. Czy ja powiedziałam idealnego? Dobra, nie ważne. Tak czy siak z chłopakami skończyłam już dawno.
-Tak.
Ruszyliśmy pustym chodnikiem, co było dziwne jak na Londyn.Przyglądałam się dokładnie wszystkim sklepom, muzeom i kawiarenkom. W końcu będę tu mieszkać prawdopodobnie do końca życia, więc przydałoby się znać okolicę. Nagle zauważyłam, że idę sama. Odwróciłam się. Zayn stał jakieś 10 m ode mnie.
-Nie idziemy dalej ?
-Jesteśmy na miejscu.
Popatrzyłam w stronę, w którą wskazywał chłopak. Nie mogłam uwierzyć. Przed nami rozciągał się niesamowity widok. Zachodzące słońce odbijało się w Tamizie dzięki czemu woda była we wszystkich kolorach tęczy. Niebo było nieco pochmurne, ale przy tej żółtej kuli nie sprawiało to żadnego problemu. Na drugim brzegu można było zobaczyć ogromne London Eye i mnóstwo wieżowców.
-Kiedyś się tam wybierzemy. - odezwał się mulat.
Uśmiechnęłam się do siebie. Tyle by mi wystarczyło do szczęścia. Dobry przyjaciel, wspaniałe miasto i wspierająca rodzina. Niby tak, jest, ale jednak nie do końca. Czułam, że coś jest nie tak. I  wiedziałam, że niedługo coś się wydarzy.



****
Czekałam, na jakiś komentarz dlatego tak długo . Starałam się napisać jakiś dłuższy, ale wyszło jak wyszło . W sumie to i tak chyba piszę tylko dla siebie.